Wpisy

  • środa, 04 września 2013
    • Wengera koniec oszczędzania i 91 mln euro Pereza - podsumowanie letniego okienka transferowego.

      Legia nie awansowała do LM, mimo że uparcie twierdziłem, że im się to uda. W poprzednim tekście trafiłem jednak, że na listę strzelców wpisze się Miro Radovic - i to pozwoliło mi uwierzyć, że jednak o futbolu cokolwiek wiem i pisanie bloga ma jednak sens...

      Tym niesamowitym żartem rozpoczynam pisanie podsumowania letniego okienka transferowego.

      Okienko transferowe tego lata było wyjątkowe. Kluby nie oszczędzały pieniędzy na piłkarskim rynku, a tworzenie się nowych potęg min. w Monaco jeszcze bardziej urozmaiciło transferową karuzelę. Zanim jednak dojdziemy do zakupów we Francji, powinniśmy przenieść się do Madrytu. To w "królewskim" Realu występował bowiem będzie najdroższy piłkarz tego okienka - Gareth Bale. 91 mln euro jakie zdecydował się zapłacić za Walijczyka Florentino Perez to moim zdaniem lekka przesada, a kiedy do tego dodamy jeszcze sprzedaż Mesuta Oezila do ARSENALU to można stwierdzić, że prezes "Galaktycznych" upadł na głowę. Bale może i był najlepszym zawodnikiem angielskiej Premier League, Bale na pewno ma wszystkie umiejętności by walczyć o miano najlepszego na świecie, ale czy Bale wart jest takiej kasy + straty najlepszej 'dziesiątki' na świecie? Czy Bale wart jest też ryzyka pogorszenia się atmosfery w szatni? Wszyscy dobrze wiedzą jak ważnym człowiekiem na boisku i poza nim był Oezil. Sprzedaż Niemca do Arsenalu jest więc również wielką stratą dla szatni ekipy Carletto. Bale natomiast według plotek hiszpańskich mediów, w szatni Realu nie jest mile widziany. Walijczyk może być wielkim zagrożeniem dla Ronaldo, który jak wiadomo lubi, kiedy cała uwaga jest skierowana tylko i wyłącznie na niego.

      KONIEC! Bo przecież nie samym Bale'em człowiek żyje.

      Są jeszcze inni, a wśród nich ARSENE WENGER!!! Szkoleniowiec Arsenalu zdecydował się sięgnąć głębiej do portfela i zapłacić za wspomnianego wyżej Mesuta Oezila za 40 mln euro! Ktoś powie, że jak na angielskie kluby to kwota niska, że zespoły z Manchesteru czy sąsiedzi z Londynu wydają kwoty kilka razy wyższe. Odpowiedź na te zarzuty jest jedna: pieniądze są wszędzie - nawet w Polsce, ale Wenger jest tylko w Arsenalu. Francuski trener nie zwykł wydawać ogromnych sum na piłkarzy, a swoją ekipę tworzył bazując głownie na młodych, zdolnych. Kibice "the gunners" na pierwsze od kilku lat trofeum nie zamierzali jednak dłużej czekać i już zwalniali szkoleniowca. Efekt? Rozbicie Fenerbahce Stambuł w dwumeczu eliminacji Ligi Mistrzów, zwycięstwo w derbach Londynu w Tottenhamem i na koniec nieoczekiwana bomba transferowa z Oezilem w roli głównej. Wszystko to sprawiło, że Arsenal stał się jednym z kandydatów do walki o mistrzostwo Anglii i stwierdził to sam Jose Mourinho na jednej z konferencji prasowych. 

      Zostańmy w Anglii. Swoje na rynku transferowym zrobiły też kluby z Manchesteru oraz londyńska Chelsea. City ściągnęło w swoje szeregi Fernandinho, Navasa, Negredo i Jovetica oraz Demichelisa. Ofensywa "The Citizens" robi więc ogromne wrażenie, ale czy to wystarczy, by w końcu wyjść z grupy LM? Od mojego ostatniego-pierwszego tekstu nie bawię się już w przewidywania. Do ekipy United trafił tylko Marouane Fellaini z Evertonu. Mistrz Anglii swój skład wzbogacił więc bardzo skromnie, a wszyscy winią za to nowego szkoleniowca Davida Moyes'a , który podobno nie potrafi przyciągnąć do "Czerwonych Diabłów" wielkich nazwisk. Zupełnie odwrotnie jest w Chelsea Londyn, gdzie Jose Mourinho w ostatniej chwili podkupił Tottenhamowi Williana. Poza zdolnym Brazylijczykiem szeregi "The Blues" wzmocnili również Andre Schurrle oraz i tu niespodzianka - SAMUEL ETO. Czemu niespodzianka? Już wyjaśniam:

      "Wolałbym sprzedawać orzeszki ziemne u mnie na wsi, niż grać dla tak żałosnej drużyny jak Chelsea'' - to słowa Kameruńczyka za czasów gry w FC Barcelona. 

      W ostatnich latach nieco w cieniu pod względem transferów pozostawała francuska Ligue1. Zmieniło się to od czasu kiedy szejkowie przejęli PSG, do którego tego lata dołączyło AS MONACO - kierowane przez rosyjskiego multimiliardera. Paryżanie w tym okienku skupili się na zakupie partnera w ataku dla Zlatana Ibrahimovica - i tak zainwestowali ponad 60 mln euro na zakup Edinsona Cavaniego. Szeregi PSG wzmocnili jeszcze Marquinhos z Romy oraz Digne z Lille. Znacznie więcej tego lata wydało Monaco. Ekipę z księstwa wzmocnił Falcao - uważany przez wielu za najlepszego napastnika na świecie. Inne gwiazdy francuskiego Dream Teamu to James Rodriguez i Joao Moutinho z Porto oraz Geoffrey Kengdobia - była nadzieja Sevilla CF. 

       Świadkami wielkich transferów byliśmy również w kraju Wicemistrzów Europy. Tam królem polowania okazało się SSC Napoli, które pozyskało aż trzech graczy Realu Madryt - Raula Albiola, Jose Callejona oraz Gonzalo Higuaina. Dwóch ostatnich już w pierwszych kolejkach spłaca powierzony im kredyt zaufania. Juventus na Milan zamienił natomiast Alessandro Matri. Nie był to jednak jedyny transfer Rossonerrich - do Mediolanu wrócił bowiem słynny Kaka'. Co więcej Milan nie zapłacił za ten transfer nawet grosza eurocenta. Warte podkreślenia są również przenosiny wielkiej gwiazdy niemieckiego futbolu Mario Gomeza do Fiorentiny. Oj, Guardiola może jeszcze zatęsknić za wybitnym superstrzelcem. 

       Skromnie jeśli chodzi o hity transferowe było u naszych Zachodnich sąsiadów. Barw nie zmienił Robert Lewandowski. Mario Gotze zasilił szeregi mistrza z Monachium. Bayern pozyskał również wychowanka FC Barcelony - Thiago Alcantarę. Finalista Ligi Mistrzów z Dortmundu też nie próżnował - Aubameyang i Mkhitaryan stanowią teraz o sile ataku Borussii. Luiz Gustavo wymienił ekipę Guardiolii na Wolfsburg. 

       Na koniec wróćmy jeszcze do Hiszpanii. Działo się tam bowiem bardzo dużo, nawet nie biorąc pod uwagę transferu  Bale'a. Neymar, wielka nadzieja i już gwiazda brazylijskiego futbolu stał się partnerem Messiego w "Dumie Katalonii". Cała operacja kosztowała Barcelonę 57 mln euro, co jest wielkim żartem biorąc pod uwagę fakt, że David Villa przeszedł do Atletico Madryt za nieco ponad 2 mln!!! Real Madryt wykupił natomiast utalentowanego Casemiro. Szeregi ekipy Ancelottiego wzmocnili również Isco oraz Asier Illaramendi. Ten pierwszy już w pierwszych kolejkach jest jednym z najlepszych graczy w drużynie z Madrytu.

       

      Transferów więcej już na szczęście nie będzie i teraz czekamy już na czysto piłkarskie emocje, na boisku. Kto wie, może dzięki dobrym występom w LE za rok będziemy mogli się ekscytować wielkimi transferami Legii?

      Na razie pozostaje nam patrzeć jak Waldek Sobota wymienia Śląsk na Club Brugge. Tak, tak, ten sam Club Brugge, który odpadł z ekipą z Wrocławia w eliminacjach Ligi Europejskiej. Smutne, ale prawdziwe..

      perspektyw brak 

      Polska-Czarnogóra już w Piątek. Gramy o awans  życie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      x_rzywy94
      Czas publikacji:
      środa, 04 września 2013 04:57
  • sobota, 24 sierpnia 2013
    • Czekania dość, czyli Legia bliżej niż dalej LM.

      17 (słow. siedemnaście) - ta liczba na pewno nie będzie się dobrze kojarzyła fanom futbolu w Polsce. Tyle lat minęło bowiem od czasu, kiedy nasz kraj miał swojego przedstawiciela w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a był nim łódzki Widzew. Siedemnastka ma jednak też inne BIBLIJNE! znaczenie - zwycięstwo, coś co gwarantuje sukces. Oczywiście sprawy awansu "Wojskowych" nie można rozpatrywać pod kątem symboliki religijnej, ale nikt nie miałby przecież pretensji, jeżeli w tym przypadku magia tej liczby zadziałałaby.  

      Ekipa Urbana ma wszystkie karty w swoich rękach - od dobrego wyniku w Rumunii zaczynając, a na wielkiej formie Kuciaka kończąc. Chciałoby się jeszcze dodać o atmosferze na Łazienkowskiej i dopingu jaki zgotują kibice stołecznej drużynie, ale z szacunku do całej ŻYLETY robił tego nie będę, a może i już zrobiłem. (Żyleta na mecz ze Steauą zostanie zamknięta - jeżeli jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o absurdalnym lub jak mówią niektórzy sprawiedliwym!? wyroku UEFA) Pytanie jest więc jedno: Dlaczego tak wielu kibiców/ekspertów/dziennikarzy/zwykłych ludzi nieinteresujących się piłką nadal uważa, że Legioniści do TOP32 nie awansują?

      Odpowiedź jest prosta, a może jest ich kilka. Niektórzy uważają, że Legia gra nierówno, o czym świadczą dwie zupełne inne połowy w Bukareszcie - ta grupa osób ma racje. Inni zwracają uwagę na klasę rywala, który w Europie ostatnimi czasy osiągnął bardzo dobre wyniki i ma apetyt na więcej - Ci ludzie również mają rację. Są również tacy co brak szans Legii upatrują w pewnej analogii - bo Wiśle się nie udało chociaż była od piłkarskiego raju kilka minut, bo Lechowi się nie udało, to dlaczego ma się udać Legii? - niewątpliwie coś w tym jest, ale śmiem twierdzić, że obecne możliwości Legii (podkreślam słowo możliwości, gdyż mam wrażenie że obecna gra Legii to 50% potencjału drużyny) są większe niż te Wisły, Śląska, czy nawet Lecha za czasów świetności. Ostatnią  grupą osób są moim zdaniem tzw. typowi Polacy, ludzie którzy czego by się nie zrobiło to i tak będą narzekać, a ich pesymizmowi końca nie będzie. 

      Jest więc komu zrobić na złość, kogo zaskoczyć i udowodnić, że Polak też potrafi. Ja osobiście uważam, że Legia jest bliżej, niż dalej upragnionego miejsca, czyli czołowej 32 w Europie. Każdy w Warszawie z Bogusławem Leśnodorskim na czele zdaje sobie sprawę z tego jak wiele zależy od tego jednego meczu. Pieniądze za awans + transmisje telewizyjne + inne korzyści finansowe  i nie tylko np. młodzieżowa liga mistrzów mogą zapewnić (nie boję się użyć tego słowa) Legii panowanie na polskich boiskach przez kolejne lata. 

      Aby wszystko to stało się jednak faktem każdy legionista musi wyjść we wtorek na murawę jak na wojnę, gryźć każdy cm murawy, wylewać ostatnie krople potu i walczyć do ostatnich sił. Ale uwaga, to nie wszystko, na pewno nie... Legia musi zagrać LEPIEJ, WIELE LEPIEJ niż w Bukareszcie, gdzie pierwsza połowa była istnym dramatem. Sprawa awansu w przypadku "wojskowych" leży w 99% w rękach, a może lepiej w nogach zawodników. Małe pole manewru ma bowiem Jan Urban, który pod adresem graczy ofensywnych nie powinien mieć żadnych zarzutów, a w obronie ciężko wykonać jakąkolwiek zmianę bo zdrowych jak na lekarstwo.


      Na koniec zabawię się w małego typera - a, że przez tytuł mojego tekstu nie mogę dać nic innego niż awans Legii to strzelam, że po bramkach Rado i Kosy polski klub wygra 2:1.

       

       

      Widzew Łódź - sezon 1996/97

      Widzew Łódź - sezon 1996/97

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      x_rzywy94
      Czas publikacji:
      sobota, 24 sierpnia 2013 02:19

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Udostępnij